Paryż - wnętrza - streetart - lifestyle - ludzie - miejsca

Paryż

czwartek, 16 lutego 2012

Bo czasem sztuka dzieje się przez przypadek...

165 rue de Rennes, Paris 6e

02:07, aleksander.lesiak , Paryż
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010

Ma na imię Antoine. Tak jak Antoine de Paris - Antoni Cierplikowski, słynny francuski fryzjer polskiego pochodzenia, który jako pierszy zaproponował krótkie kobiece fryzury dla Coco Chanel. Na lokal przy numerze 145 rue St. Honoré wpadł przepadkiem. Całkiem dosłownie. Wywrócił się na swoim skuterze na wprost drzwi do swojego przeszłego salonu. To był 1997 rok...

 


To miejsce ma swój własny, jak mówią Francuzi, «esprit». Parter urządzony jest stylu POP ze świeżą i nowoczesną kombinacją wściekłego różu, fioletu i trawiastej zieleni. Do tego niepokojące czarne blaty przy lustrach. Podświetlane panele z pleksi na ścianach  w połączeniu ze stylowymi fotelami fryzjerskimi z lat 50. tworzą wyjątkowy i zaskakujący klimat. Nieco nawet psychodeliczny, trochę jak Burtonowskiej «Alicji w Krainie Czarów». Kręcone schody w głębi, prowadzą na pierwsze piętro z przestrzenią pełną intymności i uroku.

 

 

Ogromne półokrągłe okno wpuszcza do środka całe światło ulicy, ale wysokość pierwszego piętra sprawia, że na przechodniów spoglądamy z góry, bez obawy że ich ciekawski wzrok będzie nas śledził w trakcie fryzjerskich zabiegów. Kolory pięterka nie znają kompromisu. Krwista czerwień w parze z intensywnym fioletem, który w świetle zachodu słońca staje się amarantem. Co powiedzieć o kominku, doprawdy nie wiem. W założeniu Antoina jego czerń miała był kroplą japońskiego minimalizmu w wersji Mangha. Stał się raczej obiektem nierealnym, tym bardziej intrygującym im bardziej bezużytecznym.

 

 

Ale najwspanialsze są fotele. Trzy na górze i dwa na dole. Jedno z nich było przezentem od ojca, inne Antoine kupił od kolekcjonera za 1500 euro sztuka. Kiedyś, w latach 50., fotele jak te były w prawie każdym zakładzie fryzjerskim. Miały miękkie formy i silne kolory, przypominały kwiaty. Drobne wypustki na tapicerce są z kolei obietnicą zmysłowych doznań... Są też wspomnieniem «sweet fifties», użytym zresztą przez francuskiego reżysera Patrica Leconca w scenografii filmu «Mąż fryzjerki» z 1990 roku z Jeanem Rochefortem i Anną Galieną w rolach głównych, uważanym przez wielu za jedną z najpiękniejszych historii miłosnych w historii kina. Na marginesie mówiąc bohater grany przez Rocheforta też miał na imię Antoine. Jest też mała kuchenka, gdzie przygotowuje się kawę i kolory do farbowania włosów. Do zrobienia kawy potrzebny jest jeden słoik i ekspres, ale kolory pochodzą z setki różnych tubek. Żeby coś przyrządzić w tej dziwnej kuchni Antoine nie bierze kurczaka, marchewek i ziemniaków. W zamian wyciska tubkę 66/45 (intensywna czerwień) albo 9/11 (bardzo jasny blond). Teraźniejszość i przeszłość, imię Antoine, które dla francuskiego fryzjerstwa znaczy więcej niż Jean Luis David i Jean Biguine razem wzięci, połączenie stylu Magha i POP oraz wybuchowy miks kolorów sprawia, że jest to miejsce wyjątkowe. Wyjątkowe dzięki wnętrzu (tak różnemu od sieciowych salonów) i osobowości swojego właściciela.

 

Tekst dla rosyjskiego magazynu Hair & Beauty.

środa, 24 czerwca 2009

Do tej pory Warlikowski miał szczęście zarówno do publiczności jak i do krytyki. Jego „Król Roger” w paryskiej Opéra Bastille przerwał tę dobrą passę…

Powiedzieć, że przedstawienie zostało przyjęte chłodno to mało, Warlikowski, który wykazał się dużą odwagą wychodząc na scenę po przedstawieniu, został po prostu wybuczany. Na tle owacji jakie otrzymali wykonawcy i orkiestra, musiało to być szczególnie dotkliwe. O przedstawieniu dosyć obszernie napisał Jacek Hawryluk w „Wyborczej”, ograniczę się więc jedynie do osobistego zachwytu Olgą Pasiecznik w roli Roksany i Mariuszem Kwietniem w roli Rogera (który nie tylko świetnie śpiewa, ale i świetnie wygląda).

 

Trudno mi polemizować z zarzutami jakie stawia się Warlikowskiemu, ale scenografię można zaliczyć zdecydowanie na plus przedstawienia. Jest oszczędna, momentami wręcz ascetyczna i dzięki temu pełna wyszukanego piękna. Małgorzata Szcześniak konsekwentnie stosuje ograniczone palety barw. Sceny „basenowe” (basen jest centralnym elementem scenografii) robią duże wrażenie. W połączeniu z choreografią Saar Magal tworzą oniryczne, pełne magii obrazy. Ci którzy chcieliby osobiście o tym przekonać, mają jeszcze szanse do 2 lipca.

Le Roi Roger – opera w trzech aktach Karola Szymanowskiego (1926) z librettem Jarosława Iwaszkiewicza, Opéra Bastille.

22:37, aleksander.lesiak , Paryż
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 kwietnia 2009

Uczeń Warhola i fotograf gwiazd w paryskiej mennicy.

 


Nawet jeżeli ktoś nie zna go z nazwiska, zna jego zdjęcia. Madonna, Paris Hilton, Agelina Jolie, Eminem i wreszcie Amanda Lepore (amerykańska transseksualna ikona), którą sportretował jako warhalowską Merlin i Liz Taylor. Okładki płyt i magazynów. Siła Lachapella nie tkwi jedynie w zaskakującym surrealizmie jego zdjęć, niezliczonym prowokacjom, pięknie nagich ciał i magnetyzmie pop-kultury. Lachapella można z czystym sumieniem nazwać artystą krytycznym, a jego prace odkrywać warstwa po warstwie. Biorąc pod uwagę jego zabawy i romanse z tradycyjną ikonografią (chrześcijańską, popularną...), a także bogactwo tych odniesień, cytatów i zapożyczeń obejrzenie jego retrospektywy jest przeżyciem porywającym. Aby uniknąć godzinnej kolejki przed wejściem, w bilety należy zaopatrzyć się we Fnacu.

Rétrospective David Lachapelle
Monnaie de Paris
11 Quai de Conti, 75006 Paryż
Bilety w cenie 12 Euro

Wystawa czynna do 31 maja 2009 r. 

12:36, aleksander.lesiak , Paryż
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2008

Młody francuski projektant kilka miesięcy temu otworzył swój pierwszy butik w Paryżu. Myśli o kolejnych, w Londynie i Barcelonie.

Projekty Chavela są nowoczesne i klasyczne zarazem, pełne prostoty i wyjątkowej poetyki. Thomas Chavel tworzy obiekty nie zastanawiając się, przynajmniej z początku, nad ich praktycznym zastosowaniem. Po pierwsze mają być piękne. Tworzę przede wszystkim dla siebie - mówi w rozmowie z Gazetą.pl - Nie myślę o tym, czy to się komuś spodoba, czy ktoś to kupi. Projektując chcę opowiadać swoje własne historie, tworzyć własne genealogie przedmiotów.
Może właśnie dzięki tej bezkompromisowości odniósł sukces, bo za taki należy uznać stworzenie w wieku 32 lat własnej marki i otwarcie sklepu w centrum Paryża. To nie jest łatwa rzecz, konkurencja jest duża, a Francuzi bardziej niż na mieszkanie, wolą wydawać pieniądze na ubrania. Butik mieści się przy numerze 30 rue Beaubourg, pomiędzy Centre Pompidou a Le Marais, paryską dzielnicą gejowską. Można by to uznać za celowy zabieg, ale jak twierdzi, zdecydował przypadek. Trudno znaleźć odpowiedni lokal, w centrum miasta, przy ruchliwej ulicy, z dużymi przeszklonymi witrynami. Jedne są za drogie, inne tylko na sprzedaż. Minął rok zanim znalazł odpowiednie miejsce.


Thomas Chavel Design
envoyé par magasins

Pochodzi z Besançon, projektowanie studiował w Paryżu. Po studiach próbował pracy w reklamie. Zupełnie go to nie interesowało, na 4 lata wyjechał do Maroka. Znalazł tam inspiracje, wciąż poszukując nowych technik w których mógłby tworzyć. Są tam duże możliwości pracy z ceramiką, tkaninami, ale nie z odlewami metali. Pojechał więc dalej, do Indii. Z podróży przywozi pomysły na nowe przedmioty. Nigdy nie rozstaje się z notatnikiem. Gdy przychodzi mu do głowy nowy pomysł, notuje go w formie rysunku, by potem zmaterializować w gotową formę szukając dla niej odpowiedniego materiału i zastosowania. Lubi drewno (świecznik z dębu to jego ulubiony projekt), połyskliwe aluminium i stal nierdzewną (te z kolei najbardziej podobają się klientom). Współpracuje z kilkoma manufakturami, które pracują także dla innych designerów. Niektóre przedmioty ma w stałej ofercie, inne występują w krótkich seriach. Żadnej reguły. Także tej dotyczącej cen. Są rzeczy za 5 i 500 euro, kończąc na paru tysiącach. Marzy mu się otwarcie nowych sklepów, w Londynie, Berlinie lub Barcelonie, na rynkach gdzie designu jest więcej. Na razie zajęty jest tworzeniem swoich obiektów, układaniu z nich większej, pasującej do siebie całości i częstych wizytach w fabrykach. Chciałby podążyć drogą Catherine Memmi, albo Christiana Liaigre, którzy nie tylko potrafili stworzyć własny, rozpoznawalny styl, ale też duże, międzynarodowe firmy.

16:19, aleksander.lesiak , Paryż
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008

Za moment na DVD będzie kinowy ‘'Seks w wielkim mieście''. Krytycy nie są zachwyceni filmem, fani serialu przeciwnie. Ja cofnę się trochę w czasie, do dwóch ostatnich odcinków serialu, w których Carrie porzuca Nowy Jork, by zamieszkać w Paryżu.

Carrie Bradshaw wyjeżdża do Paryża za miłością (do podstarzałego artysty Alexandra Petrovskiego). Zatrzymuje się w pięciogwiazdkowym hotelu Plaza Athénée. O wiele ciekawsze jest inne paryskie miejsce Carrie - Kong. To jeden z modniejszych adresów Paryża. Restauracja i bar zaprojektowany przez Phillippe'a Starcka w 2003 roku wciąż jest miejscem, gdzie bywają młodzi i piękni, zważywszy na ceny, także bogaci. To właśnie tu Carrie spotkała się na lunchu z byłą żoną Petrovskiego (w tej roli Carole Bouquet).

 

Kong mieści się na dwóch ostatnich piętrach kamienicy LVMH przy rue du Pont Neuf, nad sklepem Kenzo. Na piątym piętrze jest bar, na szóstym restauracja pod szklaną kopułą z fantastycznym widokiem na Sekwanę. Wnętrza w stylu japońskiego popu, pobrzmiewają mangą i tym co określa się mianem ‘'kawaï". Jest więc nowocześnie, zaskakująco, słodko i krzykliwie. Świetnie pasuje zarówno do snobistycznego Paryża, sąsiedztwa domu mody Kenzo, jak i stylu Starcka, uważanego za złego chłopca designu. Gazety były zachwycone. Pisano, że Kong to nowy king. Pojawiały się też głosy, że to jednak wnętrze kiczowate i pretensjonalne. Najbardziej rozpoznawalnym elementem są przezroczyste, stylizowane na ludwiki, fotele Luis Ghost (projekt Starcka dla Kartell), które w serialu Carole Bouquet podsumowuje krótko: ‘'hideous''.

Całość tekstu w    

22:24, aleksander.lesiak , Paryż
Link Dodaj komentarz »

Vivre Côté Paris to nowy tytuł francuskiego wydawnictwa znanego także w Polsce z magazynów z wnętrzami regionalnymi: Vivre Côté Sud, Ouest i Est. Na dwustu sześćdziesięciu stronach znajdziemy oczywiście piękne paryskie wnętrza i inspiracje, ale też reportaże z dzielnic (w pierwszym numerze świetny materiał o paryskim street art) oraz przegląd najciekawszych sklepów i galerii. Na końcu numeru - krótkie tłumaczenia po angielsku. Dzieki temu, dla osób kochających wnętrza (i wszystko co z nimi związane) Vivre Côté Paris może z powodzeniem zastąpić tradycyjny przewodnik po mieście. Naprawdę świetna rzecz. I tylko za 6 Euro.

21:37, aleksander.lesiak , Paryż
Link Dodaj komentarz »