Paryż - wnętrza - streetart - lifestyle - ludzie - miejsca
Kategorie: Wszystkie | 20eme | DEUTSCH | Domosfera | ENGLISH | Paryż | ludzie | miejsca | przedmioty | streetart | wydarzenia
RSS
piątek, 02 lipca 2010

Ma na imię Antoine. Tak jak Antoine de Paris - Antoni Cierplikowski, słynny francuski fryzjer polskiego pochodzenia, który jako pierszy zaproponował krótkie kobiece fryzury dla Coco Chanel. Na lokal przy numerze 145 rue St. Honoré wpadł przepadkiem. Całkiem dosłownie. Wywrócił się na swoim skuterze na wprost drzwi do swojego przeszłego salonu. To był 1997 rok...

 


To miejsce ma swój własny, jak mówią Francuzi, «esprit». Parter urządzony jest stylu POP ze świeżą i nowoczesną kombinacją wściekłego różu, fioletu i trawiastej zieleni. Do tego niepokojące czarne blaty przy lustrach. Podświetlane panele z pleksi na ścianach  w połączeniu ze stylowymi fotelami fryzjerskimi z lat 50. tworzą wyjątkowy i zaskakujący klimat. Nieco nawet psychodeliczny, trochę jak Burtonowskiej «Alicji w Krainie Czarów». Kręcone schody w głębi, prowadzą na pierwsze piętro z przestrzenią pełną intymności i uroku.

 

 

Ogromne półokrągłe okno wpuszcza do środka całe światło ulicy, ale wysokość pierwszego piętra sprawia, że na przechodniów spoglądamy z góry, bez obawy że ich ciekawski wzrok będzie nas śledził w trakcie fryzjerskich zabiegów. Kolory pięterka nie znają kompromisu. Krwista czerwień w parze z intensywnym fioletem, który w świetle zachodu słońca staje się amarantem. Co powiedzieć o kominku, doprawdy nie wiem. W założeniu Antoina jego czerń miała był kroplą japońskiego minimalizmu w wersji Mangha. Stał się raczej obiektem nierealnym, tym bardziej intrygującym im bardziej bezużytecznym.

 

 

Ale najwspanialsze są fotele. Trzy na górze i dwa na dole. Jedno z nich było przezentem od ojca, inne Antoine kupił od kolekcjonera za 1500 euro sztuka. Kiedyś, w latach 50., fotele jak te były w prawie każdym zakładzie fryzjerskim. Miały miękkie formy i silne kolory, przypominały kwiaty. Drobne wypustki na tapicerce są z kolei obietnicą zmysłowych doznań... Są też wspomnieniem «sweet fifties», użytym zresztą przez francuskiego reżysera Patrica Leconca w scenografii filmu «Mąż fryzjerki» z 1990 roku z Jeanem Rochefortem i Anną Galieną w rolach głównych, uważanym przez wielu za jedną z najpiękniejszych historii miłosnych w historii kina. Na marginesie mówiąc bohater grany przez Rocheforta też miał na imię Antoine. Jest też mała kuchenka, gdzie przygotowuje się kawę i kolory do farbowania włosów. Do zrobienia kawy potrzebny jest jeden słoik i ekspres, ale kolory pochodzą z setki różnych tubek. Żeby coś przyrządzić w tej dziwnej kuchni Antoine nie bierze kurczaka, marchewek i ziemniaków. W zamian wyciska tubkę 66/45 (intensywna czerwień) albo 9/11 (bardzo jasny blond). Teraźniejszość i przeszłość, imię Antoine, które dla francuskiego fryzjerstwa znaczy więcej niż Jean Luis David i Jean Biguine razem wzięci, połączenie stylu Magha i POP oraz wybuchowy miks kolorów sprawia, że jest to miejsce wyjątkowe. Wyjątkowe dzięki wnętrzu (tak różnemu od sieciowych salonów) i osobowości swojego właściciela.

 

Tekst dla rosyjskiego magazynu Hair & Beauty.