Paryż - wnętrza - streetart - lifestyle - ludzie - miejsca
Blog > Komentarze do wpisu

W Zalipiu, malowanej wiosce

Niektóre zwyczaje poszły już w zapomnienie, inne - tak jak kulinarne przepisy odtwarzane z pamięci przez Zalipianki niczym pacierz, trwają niezmienione.

Boże Narodzenie kończy rok, jest czasem odpoczynku, dawniej także względnego dostatku, o który na co dzień było trudno.

W Wigilię sam gospodarz idzie do lasu po drzewko, wybiera wysokie i równo rozrośnięte.

Przed wojną w niektórych domach na drzewkach połyskiwały już bańki i "miejskie" świecidełka, w innych wciąż wieszano podłaźniczki. Obowiązkowym elementem dekoracji był snopek zboża, stawiany w kącie izby i nazywany "pastuchem", lub "pasterzem", od pasterzy nawiedzających stajenkę.

Wigilijny stół stawał na środku izby, nakryty odświętnym obrusem, a następnie przewiązany słomianymi powrósełkami zaplecionymi ze słomy. Po kolacji dzieci wybiegały z nimi przed dom i obwiązywały nim jabłonie, grusze, śliwy, krzycząc: "Darujcie, nie rąbcie, będę rodziła, proszę za nią, jak za Panią, darujcie!", co miało zagwarantować urodzaj w następnym roku. Z dawną magią płodności wiąże się też obyczaj, który w wielu domach przetrwał do dziś - pod stołem układa się sporą wiązkę siana (później zjada ją bydło), i rozsypuje na stole ziarno (po wieczerzy daje się je domowemu ptactwu).Wraz z pierwszą gwiazdką i odmówionym pacierzem rozpoczyna się wigilijna wieczerza. Są życzenia, łamanie się opłatkiem, a na stole obowiązkowe wolne nakrycie dla zbłąkanego wędrowca.Pierwszy wjeżdża na stół czerwony barszcz na zakwasie, następnie ryba, zazwyczaj śledź, potem drobne mączne paluszki obsypywane makiem, kapusta z grzybami, okraszone cebulą ziemniaki, kasza ze śliwkami i wypieki, bo makowca i drożdżówki zabraknąć na stole nie mogło i nie może!

Czas do północy upływa na opowieściach, przypominaniu rodzinnych historii i śpiewaniu kolęd. Na Pasterkę idą wszyscy, bez względu na wiek. Dawniej drogę oświetlano sobie płonącymi świecami; teraz niestety nikt już sobie nie oświetla drogi w ten sposób...

Pierwszy dzień Świąt służy odpoczynkowi. Je się to co pozostało z Wigilii. Niegdyś źle widziane były wizyty.

Za to w św. Szczepana, czyli w drugi dzień Bożego Narodzenia, już od rana dużo się działo. Zimowe pola pokrywała łuna od palonych "na dobre urodzaje" "pastuchów". Od domu do domu chodzili kolędnicy z "Turoniem", gwiazdą, szopką, przebrani za Heroda, jego marszałka i żołnierzy. Dawniej w ostatnim domu zostawali na dłużej. Przychodziły tam panny na wydaniu, grała kapela z bębnem, basami, i dwojgiem skrzypiec. Kapeli dawało się tak zwane przodki, czyli płaciło "z góry" za 15 lub 30 minut grania. Przy skocznych polkach, oberkach, mazurkach i krakowiakach i piwie, zabawa trwała do białego rana...

Tekst i stylizacja: Aleksander Lesiak Zdjęcia: Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta Copyrights (tekst i stylizacja): Aleksander Lesiak / Copyrights (zdjęcia): Agencja Gazeta

piątek, 18 grudnia 2009, aleksander.lesiak

Polecane wpisy