Paryż - wnętrza - streetart - lifestyle - ludzie - miejsca
Blog > Komentarze do wpisu

Design na Kamionku

Poprzednie mieszkanie Anki i Oktawiana, przy alei Solidarności w Warszawie, było „low-budget” – jak je określają. Nie mieli pieniędzy na wnętrzarskie szaleństwa, ani wystarczająco dużo konsekwencji w sobie, żeby zaprowadzić jakiś jeden styl. Było rozkosznie kolorowe, pełne przypadkowych przedmiotów, takich jak stojak na płyty w formie Aborygena. Nowe mieszkanie miało być inne. Nowoczesny styl i spójna forma.

 

Na to przy Grochowskiej, na warszawskim Kamionku, trafili dzięki koledze Oktawiana, który już tam mieszkał. 143 metry kwadratowe na ostatnim piętrze apartamentowca i 123 metrowy taras zrobiły na nich wrażenie, ale tym co ich przekonało był nie tyle metraż, co widok na Park Skaryszewski, Wisłę i fantastyczną panoramę śródmieścia. Anka, która skończyła wzornictwo przemysłowe na ASP, chciała zaprojektować wszystko sama. Zaczęło się od kafli do łazienki, w kolorach czekolady, kawy z mlekiem, wanilii i nietypowym kształcie, odwołującym się do wzorów z lat 60. I tak już poszło. Najpierw ich wyobraźnią zawładnęły łagodne linie, ergonomiczne kształty i przyjazne materiały. Potem były barwy, złamana kolorystyka żółci, czerwieni, brązów i zieleni. Wszystko to mieli w głowie, zwłaszcza Anka, która potrafiła to sobie wyobrazić, bez rysunków i planów. Ale urządzanie mieszkania, to też cała masa konkretnych rozwiązań technicznych, rozplanowanie układu pomieszczeń, oświetlenia, wybór wykonawców. Postanowili skorzystać z pomocy architekta i do współpracy zaprosili Bartka Hryniewickiego. Spodobało im się to, że uważnie ich słuchał, brał pod uwagę ich pomysły i sugestie. Przy tym w rozmowach z ekipami budowlanymi nigdy nie zgadzał się na żadne „to się nie da tak zrobić”. To jego pomysłem było pozostawienie otwartej kuchni z „wyspą”, Anka z Oktawianem początkowo nie byli do tego przekonani uważając, że może wyjść mało przytulnie. Teraz widzą, że dzielenie przestrzeni nie miałoby sensu. Architekt miał skłonności do minimalizmu, więc kwestie mebli i dodatków pozostawili już sobie. Generalny „look” tego mieszkania sprawia, że mamy wrażenie, że to wszystko zinterpretowane na nowo lata 60, może przez obłe kształty, może przez rzucające się w oczy grochy na tkaninach. Jednak tak naprawdę to małe muzeum światowego designu od lat 40. i 50. poprzez 60. aż do 70. Anka kocha te projekty, nie widzi w nich przedmiotów czy mebli, ale nazwiska, biogramy, historię wzornictwa. Jednym z pierwszych gadżetów jaki zawisł, w zbyt prostej ich zdaniem kuchni, był fantazyjny zegar ścienny, projekt z 1948 roku. To jeden z dwustu zegarów Georga Nelsona, nazywanego ojcem amerykańskiego modernizmu. Wiele takich designerskich evergreenów jest wciąż produkowanych. Tak jak krzesła, które mają w jadalni. To z kolei projekt Raya i Charlesa Eamesów z 1950 r. Jego innowacyjność polegała na tym, że przygotowali kilka rodzajów nóg, które można było dowolnie łączyć z różnymi wariantami plastikowych siedzisk. Stół jest zupełnie współczesny i zrobiony na zamówienie. Znalezienie gotowego, który spełniałby ich wymagania, okazało się niemożliwe, zawsze coś było nie tak. Albo był za toporny, albo za mały, albo kosztował pięćdziesiąt tysięcy. Zamówiony u stolarza i w firmie metalurgicznej stół według ich własnego projektu, ma po rozłożeniu trzy metry sześćdziesiąt centymetrów i może przy nim usiąść 16 osób, a co najważniejsze był cztery razy tańszy niż ten włoski. Włoska jest za to lampa nad stołem, całkiem współczesna, o pięknym kształcie wygiętej kartki papieru, okrytej białą tkaniną, która rozprasza światło, dając efekt soft-boxu. W salonie nie ma wielu mebli i elementów, za to te które są, tworzą zaskakującą i trochę niepokojącą całość.

Narożnik jest poskładany z kilku elementów. Te wygodne gąbkowe siedziska z pokryciem z poliestru, które w 1973 roku zaprojektował francuski designer Michel Ducaroy, wciąż pozostają bestsellerami w sprzedającej je sieci sklepów Ligne Roset. Anka i Oktawian zestawili je z inną klasyczną ikoną designu – stolikiem projektu Isamu Noguchi. Kiedy Noguchi zaprojektował go po raz pierwszy w 1944 roku, nie zadbał o patent, wzór wykorzystało bez jego zgody kilka firm. Zmienił więc nieznacznie wygląd nóg i w tym kształcie podbił nim świat. „Publiczną” część mieszkania dopełnia mała łazienka dla gości. To był autorski pomysł Oktawiana, żeby wykorzystać przy jej wykończeniu ogromne tafle kamienia o zdecydowanej barwie. Był przekonany do tego pomysłu, wiedział że wyjdzie fajnie, Anka bała się, że mała łazienka wykończona ciemnym kamieniem będzie wyglądała jak grobowiec. Na szczęście się myliła, wybrali brazylijski marmur Green Forest i efekt jest piorunujący. To też zasługa dodatków, białej ceramiki o obłych liniach i srebrzystej armatury, wszystko projektu Starcka – najmłodszego w gronie „ich” projektantów. Dzienną część mieszkania, od nocnej, gdzie znajduje się pokój syna, gabinet, sypialnia i druga łazienka, oddzielają szklane drzwi. Oddzielają, ale nie zamykają przestrzeni. Na najmocniejszy element pozwolili sobie w sypialni, na ścianie, za wezgłowiem łóżka. To tapeta, którą Oktawian nazywa w żartach „samo zło”. Na pierwszy rzut oka to niemal klasyczny op-art., ale tak naprawdę to wzór orientalny. Takie nieraz dziwaczne wzory wynajduje i wskrzesza na nowo na tkaninach i tapetach, angielska firma Osborne & Little. Powstała jako rodzinny sklepik w 1968 roku, w londyńskiej dzielnicy Chelsea, dzisiaj ma salony na całym świecie. Wszystkie elementy w mieszkaniu Anki i Oktawiana, które nie są ikonami designu, albo przynajmniej nie zostały zaprojektowane przez kogoś znanego, zostały zrobione na miarę. Przesuwane drzwi, garderoby, półki na książki – to wszystko jest dopracowane w najmniejszym szczególe i nie mam nic wspólnego z meblową konfekcją. Jest jeszcze sporo rozwiązań których nie widać. Światło w całym domu obsługiwane jest na przykład zdalnie, na pilota. Oktawian radzi sobie z tym nieźle, demonstrując możliwości systemu, wyczarowuje za pomocą kilku przycisków nowe świetlne nastroje, Anka wciąż nie do końca się w tym łapie i czasem woli skorzystać z głównego panelu dowodzenia. Ich mieszkanie jest jak spełnione marzenie o nowoczesnym i funkcjonalnym wnętrzu. Chyba właśnie takie mieli na myśli wszyscy ci panowie moderniści, których projekty mają u siebie.

Tekst i stylizacja: Aleksander Lesiak, zdjęcia: Kamil Iwo Krajewski; copyrights (tekst i stylizacja): Aleksander Lesiak / copyrights (zdjęcia): Kamil Iwo Krajewski

piątek, 18 września 2009, aleksander.lesiak

Polecane wpisy