Paryż - wnętrza - streetart - lifestyle - ludzie - miejsca
Blog > Komentarze do wpisu

Dostatnie, ciche szczęście

Nie w Amsterdamie, nie w Delft ani w Utrechcie, lecz w centrum Krakowa znaleźliśmy mieszkanie, którego atmosfera przywodzi na myśl obrazy Jana Vermeera i Pietera de Hooch. Ci siedemnastowieczni holenderscy mistrzowie często malowali swoich rodaków przy codziennych domowych zajęciach. Właściciel mieszkania, filolog, tłumacz literatury niderlandzkiej, zna holenderskie obyczaje nie tylko z obrazów i twierdzi, że nawet dziś można zobaczyć takie tradycyjne wnętrza, zaglądając w okna podczas wieczornego spaceru nad kanałami Amsterdamu czy uliczkami Lejdy.

Nic do ukrycia

Zaglądamy oczywiście mimochodem, bowiem okna holenderskich domów są nieosłonięte, "bez skrępowania" ukazują wnętrza i ich mieszkańców. Na parapetach, wśród doniczek z kwiatami (Holendrzy uwielbiają rośliny) nierzadko eksponuje się pamiątki rodzinne, srebra, starocie i kurioza, symbole statusu społecznego rodziny lub zainteresowań mieszkańców domu. Zwyczaj odsłaniania okien wywodzi się z surowych kalwińskich zasad moralnych i świadczyć ma o uczciwym życiu mieszkańców domu, w którym nie ma nic do ukrycia. W ten sposób broniły się przed plotkami i obmową żony marynarzy wyruszających w długie, trwające ponad rok rejsy do Indii Wschodnich. Dziś Holendrzy rezygnują z firan i zasłon raczej ze względu na tamtejszy klimat, który skąpi promieni słońca. A poza tym oni po prostu kochają swoje domy i są z nich dumni.

Ład i symetria

W patrycjuszowskich domach Amsterdamu do środka wchodzi się często przez przedproża, ozdobione galeryjkami granitowe podesty, jakie w Polsce zobaczyć można na zrekonstruowanej gdańskiej starówce. Zarówno w bogatych, jak i w biedniejszych domostwach za drzwiami ujrzymy najpierw długą sień wyłożoną szachownicą czarnych i białych marmurowych płyt. W sieni są drzwi prowadzące do salonu, jadalni i kuchni oraz schody na wyższe kondygnacje, często tak wąskie i strome, że jedynym sposobem wniesienia mebli jest wciągnięcie ich przez okna za pomocą specjalnego haka zamocowanego u szczytu fasady budynku. Dom holenderski wita gościa zapachem mydła i krochmalu, emanuje czystością i porządkiem wyniesionymi tu wręcz do rangi cnoty. Jeszcze nie tak dawno dobre gospodynie myły codziennie nawet bruk przed drzwiami! Nie ma miejsca na artystyczny nieład, nic nie jest tu przypadkowe, każdy przedmiot ma swoje miejsce, książki leżą w równych rzędach na półkach, królują ład i symetria.

 

Miłość do rzeczy

Widać również przywiązanie do tradycji i przedmiotów - przekazywanych z pokolenia na pokolenie bibelotów i drobiazgów. Miłość do rzeczy była niegdyś w Holandii tak silna, że zamawiano u malarzy "portrety" ulubionych skarbów. W pokojach wiszą lampy naftowe i zegary, na komodach i etażerkach piętrzą się naczynia z cyny i miedzi, figurki oraz biało-niebieskie fajansowe wazy z Delftu. Nie może być na nich ani pyłku kurzu! Owe słynne kobaltowe delfty zdobione ornamentami roślinnymi, zwierzęcymi i krajobrazami narodziły się w XVII wieku jako rodzima, tańsza wersja niezwykle drogiej porcelany przywożonej na statkach z Chin i Japonii. Zamiłowanie do ceramiki było w Kraju Nizin tak wielkie, że właśnie tutaj wymyślono oszklone szafy do przechowywania zbiorów. Niektóre z nich przypominały późniejsze serwantki, inne miały formę niewielkich wiszących szafeczek ozdobionych falistym gzymsem i snycerką lub kątowych mebli pokrytych laką. Nierzadko do eksponowania fajansu i porcelany służyły oszklone wnęki w ścianach.

 

Kafelek z wiatrakiem

Holenderską specjalnością są też kafle przedstawiające scenki rodzajowe, bawiące się dzieci, pejzaże, statki, morskie potwory i ptaki. Początkowo układano z nich wyłącznie jeden rządek tuż przy podłodze, co oczywiście miało ułatwić utrzymanie ścian w nienagannej czystości (widać to na obrazach Vermeera), potem zaczęto pokrywać nimi coraz większe powierzchnie. Kafle te zyskały ogromną popularność w całej Europie i zamawiane były chętnie do dekoracji dworów i pałaców. Za granicą wytwarzano również całkiem udane kopie, słynęła z nich choćby manufaktura w położonych niedaleko Elbląga Kadynach. Tradycyjne kafle produkuje się w Holandii do dziś, są one jednak dosyć drogie - dobrą alternatywę stanowią ich włoskie imitacje dostępne również w Polsce. Motyw wiatraka kojarzący się z holenderskimi płytkami i umieszczany teraz na prawie wszystkich sprzedawanych w sklepach pamiątkach pojawił się znacznie później. Lubiany był też poza granicami Holandii, na przykład na Śląsku, gdzie w XIX wieku zdobiono w ten sposób wiele przedmiotów kuchennych - pojemniki na mąkę, cukier czy przyprawy. W Polsce naczynia dekorowane wiatrakami produkowały choćby fabryki we Włocławku i Chodzieży. Do dziś wiele tych uroczych cacek można stosunkowo tanio kupić na targach staroci.

Martwa natura z tulipanami

Nie sposób też wyobrazić sobie domu holenderskiego bez obrazów: portretów przodków, pejzaży i martwych natur. Dawniej nie były one przedmiotami zbytku (sprzedawano je na jarmarkach), kolekcje liczące po kilkaset płócien posiadali zwykle mieszczanie, a nawet chłopi mieli często po kilkadziesiąt obrazów. Malarzy traktowano jak rzemieślników, a ich usługi - jeśli oczywiście nie byli uznanymi mistrzami - nie były drogie. Widać to na przykładzie tak zwanej tulipanowej manii, która w wieku XVII ogarnęła Holandię. Cebulki kwiatów osiągały wtedy zawrotne ceny i stały się przedmiotem finansowych spekulacji, za rzadkie egzemplarze płacono nawet równowartość domu z powozem. Dlatego biedniejsi, których nie stać było na tak kosztowną pasję, decydowali się na zamówienie obrazów przedstawiających upragnione kwiaty. Teraz tulipany nie budzą takich emocji, a na targu kwiatowym w Amsterdamie w sezonie kupić można, bardzo tanio, kilkadziesiąt wspaniałych odmian. Zdobią one potem mieszkania, ułożone często w specjalnych wazach z wieloma małymi otworkami pozwalającymi na ukazanie piękna każdego kwiatu z osobna.

Wieczory przy kominku

Meble holenderskie są ciężkie, ciemne, dębowe, stare bywają bogato zdobione. Pięknie kontrastują one z jasnymi ścianami lub wtapiają się w boazerie pomalowane na typowo holenderski kolor kaczych jaj. Przypominają one do złudzenia meble gdańskie, co nie jest przypadkiem. W wielonarodowościowym Gdańsku żyła spora mniejszość holenderska, a tamtejsze rzemiosło meblarskie (jak również malarstwo, ceramika i architektura) pozostawało pod silnym wpływem Holandii i Flandrii. Częściej znajdziemy jednak sprzęty proste i surowe, z wyjątkiem wygodnych foteli obitych zwykle wzorzystymi tkaninami. Niegdyś każdy z domowników miał w salonie swój fotel oświetlony osobną lampą i stolik, na którym układano jego gazety i książki oraz ulubione przedmioty. Niestety - za sprawą telewizji stary zwyczaj wspólnego spędzania przez rodzinę wieczorów przy kominku zanikł prawie zupełnie.

 

Zbieżność gustów

Najważniejszym meblem jest stół - przykrywa się go często grubym, puszystym aksamitem utrechckim bądź dywanem w orientalne wzory. Na stole tym nie może zabraknąć holenderskich specjałów: wyśmienitej kawy i najwyższej jakości kakao, szklaneczki genever, czyli jałowcówki, jedzonego na śniadanie ciasta ontbijtkoek przypominającego w smaku piernik, chleba z rodzynkami i żółtego sera, którego nie wolno trzymać w lodówce, gdyż traci aromat. Pojawiają się też rozmaite ryby, wspaniałe śledzie, wędzone węgorze i makrele. Jeżeli ułożymy je na pięknym półmisku, łatwo uzyskamy coś na kształt martwej natury - nie sposób uniknąć skojarzeń z malarstwem, opisując holenderski dom. Warto dodać, że martwe natury niespecjalnie cenione były niegdyś przez koneserów - kupowali je głównie mieszczanie i... polska szlachta, w której dworach wisiało sporo obrazów malowanych przez artystów rzemieślników z Kraju Nizin. Być może decydował o tym podobny gust nabywców. Podobieństw takich odnaleźć można więcej, jak choćby zamiłowanie do Orientu, wschodnich dywanów, w Holandii gromadzonych jednak na mniejszą skalę niż w Polsce.

Zacznij od okna

Dom holenderski ma różne oblicza, łączy w sobie epikurejską wygodę i kalwińską surowość. Spotkać można zarówno wnętrza przeładowane meblami, drobiazgami, wyszywanymi poduszkami i gobelinami, jak i takie, które mimo nagromadzonych w nich przedmiotów nie tracą ascetycznej wręcz prostoty i elegancji. Urządzenie domu w stylu holenderskim na pewno warto polecić bywalcom targów staroci, miłośnikom tradycji oraz wszystkim tym, którzy cenią czystość i porządek, a przede wszystkim "życie dostatnie, przykładne, szczęście ciche i bez wstrząsów", jak pisał o Holendrach podróżnik Henry Havard. Niekoniecznie trzeba być przy tym posiadaczem rodzinnych zbiorów. Na początek zachęcam do odsłonięcia okien i kupna tulipanów.

Tekst: Piet Van Oogenbergh (copyrights), stylizacje: Aleksander Lesiak (copyrights), zdjęcia: Arkadiusz Ścichocki (rower), Adam Golec - copyrights Agencja Gazeta

niedziela, 23 sierpnia 2009, aleksander.lesiak

Polecane wpisy

  • Basen admiralicji

    Basen admiralicji nie jest ośrodkiem sportowym francuskiej marynarki wojennej. Kwestia nazwy pozostaje zatem zagadką do rozwiązania. Budynek ma siedem pięter i

  • Wszystkie błękity Bordeaux

    Światowa stolica wina pełna jest zachwycających błękitów. Od delikatnych turkusów, poprzez odcienie niebieskiego aż po nasycone granaty i ultramarynę. Bordeaux

  • Pod 153

    Pięcioletnia Nadia uważa się za czarodziejkę i baletnicę, Ewa i Jacek są ceramikami, dwuletni Igor jeszcze nie wie, kim zostanie. Żeby do nich dotrzeć, trzeba p